![]() |
"Zmierzch: Przed Świtem” - część 1
Miłośnikom bestsellerowej serii autorstwa Stephenie Meyer, kolejnej części kultowego już filmu chyba nie trzeba przedstawiać. Osobom niewtajemniczonym wyjaśnię w skrócie, że „Przed świtem” (tytuł oryginału: „Breaking dawn”) jest czwartą częścią książkowej sagi skierowanej głównie do nastolatków, opowiadającej o wzajemnej miłości młodziutkiej Belli Swan (w jej rolę wciela się Kristen Stewart) i liczącego dziesiątki lat wampira Edwarda Cullena (Robert Pattinson), którzy z powodu przeszkód stale krzyżujących ich życiowe plany, długo muszą czekać na osiągnięcie upragnionego szczęścia. Poprzednie epizody książkowego cyklu zostały przeniesione na wielki ekran na zasadzie jedna książka = jeden film, lecz w przypadku „Przed świtem” film został rozbity na dwie części - jego kontynuację będziemy mogli zobaczyć w listopadzie przyszłego roku. Przejdźmy jednak do samego filmu, goszczącego obecnie na ekranach kin, którego premiera miała miejsce 18 listopada 2011 (Polska). Na portalach internetowych produkcja została oznaczona jako horror/romans, z tym pierwszym trudno mi się niestety zgodzić, gdyż w filmie jedynym elementem horroru jest obecność istot nadprzyrodzonych, czyli wampirów, które w dodatku wykazują się opiekuńczością i moralnością w stosunku do ludzi - oraz bardziej brawurowych wilkołaków. Akcja jest stosunkowo lekka i posuwa się wolno do przodu, pod koniec filmu pojawiają się także scenki oniryczne. Jedynie w finale jest mała odskocznia od usypiającej monotonii całości. Tak więc nie polecam filmu miłośnikom fantastyki lubiącym mocne kino akcji, pełne zaskakujących zwrotów fabuły, scen patetycznych, napięcia i efektów specjalnych, gdyż efektów specjalnych w „Przed świtem” nie ma praktycznie wcale. Film jest typową historią miłosną, gdzie widz skupia się na emocjach towarzyszących parze głównych bohaterów, podkreślanych przez niczego sobie pracę kamery, koncentrującej się głównie na ich twarzach. Miłośnicy sagi znajdą i w tej części sporo elementów z poprzednich filmów: spokojną muzykę orkiestrową, kolorystykę współgrającą z lasami Forks, senny, deszczowy krajobraz - chyba już wizytówkę filmowej sagi. Jeśli chodzi o samą fabułę, jest stosunkowo prosta, przewidywalna nawet dla osób, które nie trzymały książki w ręku, można by tę fabułę streścić w dwóch zdaniach. Bardziej wyciszona niż w poprzednich częściach, praktycznie w „Przed świtem” dzieje się najmniej. Czy ten spokój stanowi jedynie preludium do drugiej części, gdzie odbiorca otrzyma więcej akcji? Tego nie jestem w stanie określić, jednak patrząc na ostatnią scenę w filmie - tę, na którą miłośnicy sagi czekali od dawna, lecz jaką konkretnie, nie zdradzę ;) - odważę się stwierdzić, że tak właśnie może się stać, gdyż reakcja łańcuchowa, która rozpocznie się w chwili narodzin pierwszego w historii potomka człowieka i wampira, na pewno spowoduje, że wydarzenia potoczą się z zawrotną prędkością. Kto czytał książki z pewnością wie, o co chodzi. Odnoście samej fabuły za wiele zdradzać nie będę, powiem jedynie, że mamy tutaj i wspaniale zorganizowany ślub, i podróż na piękną wyspę Esme, i perypetie, przez jakie będzie przechodzić Bella Swan mająca w łonie bardzo szybko rozwijającego się potomka. W filmie nie zabraknie także przystojnego Jacoba Blacka (Taylor Lautner) oraz gromady jego czworonożnych braci. Gra głównej pary aktorów nie jest, niestety, zadowalająca, szczególnie dotyczy to Kristen Stewart, która stale utrzymuje ten sam wyraz twarzy osoby zafrasowanej i zdziwionej, mając lekko rozchylone usta. Martwi się na własnym ślubie, zamiast skakać z radości, bowiem zaraz zostanie żoną najwspanialszego chłopaka na świecie, w dodatku nieśmiertelnego. Nie wspominając już o marazmie, w jaki popada, gry odkrywa, że zostanie matką. Która kobieta by się zachowała w ten sposób? Robert Pattinson także nie zachwyca bogatym repertuarem naturalnych wyrazów twarzy. Sytuację na szczęście ratuje Taylor Lautner, który i w tej części zagrał na poziomie. Naturalnie. Sprawił, że do granego przez niego bohatera widz odczuwa sympatię. Czy warto iść do kina na pierwszą część „Przed świtem”, czy może lepiej poczekać, aż będzie dostępna na DVD, by móc ją obejrzeć w piątkowy wieczór w towarzystwie znajomych? Szukający odprężenia miłośnicy kuriozalnych historii romantycznych (bo jak inaczej można nazwać związek wampira z człowiekiem, w który dodatkowo wmieszany jest wilkołak?), skupiający się bardziej na filmowej aurze i emocjach, powinni być zadowoleni. Czytelnicy książek Meyer także się na niego wybiorą obowiązkowo, zachęcać ich więc nie trzeba. Niestety zwolennicy ordynarnych tekstów, mordobicia, krwi i flaków na filmie raczej będą się nudzić, tym ostatnim proponowałabym wybranie się na coś bardziej żywiołowego, na przykład „Immortals: bogowie i herosi”, gdyż po historii romantycznej z udziałem kulturalnych wampirów mogą czuć niedosyt. Moja ocena 3/10 |
Podrzućcie jakiś dobry horror, będzie rep od szefa.
|
polecam Listy do M.
ogolnie tak nie chetnie na niego szedlem, mysle boshe kolejny polski shit, a tu taka mila niespodzianka :) w ogole pelna sala ludzi, kazdy naprawde zadowolony, wiec smialo mozna polecic, fajny film swiateczny ze swietna obsada i super tekstami :) |
Cytat:
Podobał mi się także "Ludzie-koty" z N. Kinski, jeśli lubisz stare filmy. |
ogolnie jedyne horrory, ktore mna "ruszyly" to zejscie i rec, byc moze z powodu wielu innych czynnikow tak czy inaczej na zadnych innych sie tak nie wczulem/balem hehe, a wszystko inne to shit :P
|
Szczerze polecam White Noise (Głosy). Jest mało horrorów, które mi się podobały - na większości się śmiałem, a na Głosach srałem w pory równo :D
Polecam szczególnie tym, których interesuje temat życia pozagrobowego. Acha, i tak - to jest stary film :D |
rowniez polecam listy do M pozytywnie nastawiajaca komedia, taka na grudniowy wieczor :) dodatkowo wprowadza w jakis tam swiateczny nastroj
|
Bez tego by się nie odbyło. Jeszcze oznaczone jako hit :P
http://tv.wp.pl/opisdlg.html?prid=23...vin-sam-w-domu |
In time czy jak kto woli wyścig z czasem - beznadziejny film w beznadziejnym wykonaniu z beznadziejna gra aktorów.
ocena 2/10 - 2 pkt za przesłanie i 1 za właściwości usypiające |
The Thing 2011 - tandeta, jakoś nie czułem ze to horror -.-, od czasu ringu chyba nie było nic ciekawego ...
|
| Czas podawany jest w GMT +2. Teraz jest 11:10. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.