![]() |
Coś, The Thing (2011)
Może być, ale bez rewelacji. Kojarzył mi się trochę z 1 częścią Alienów, jeśli chodzi o fabułę. Starcie tytanów, Clash of the Titans 2010 Fajne jedynie efekty. Filmowi brakuje głębi i klimatu. Bardziej namieszać w micie chyba się nie da. Nie rozumiem, jakie dla filmu ma znaczenie krótka scenka z mechaniczną sową - czyżby to był tylko żart reżysera? Nie podobała mi się charakteryzacja Sama Worthingtona, w tej ogolonej głowie pasował do jakiegoś filmu o marines. "Zmierzch tytanów" z 1981 roku jest o wiele lepszy, mimo że robiony bez użycia komputerów. No i jest tam ta fajna mechaniczna sowa :) Jw. - obejrzeć można, ale rewelacji nie ma. Był ktoś może na najnowszym Underworldzie w 3D? Warto iść do kina, czy czekać lepiej na DVD? |
Cytat:
Cytat:
|
Cytat:
Nie twierdzę, że film był zły. Efekty są adekwatne do obecnych czasów, a zdjęcia gór i pól lodowych były bardzo piękne. Trochę zraziły mnie jednak nielogiczne sceny. Np. obcy który leży setki/dziesiątki/tysiące lat pod lodem nagle zostaje wydobyty, jest przyciśnięty setkami kilogramów lodu bryły lodowej i nagle rozrywa wszystko i wyskakuje jak ninja, gdy ktoś dopuścił do niego trochę powietrza przez otwór od małego wiertła. Widziałam raz, co się działo przy wydobywaniu zamarzniętej kaczki z lodu, która ma ciało twardsze niż ten kosmita - połamała się. A była w lodzie może dobę. Nie przekonuje mnie też to, że mamy do czynienia z kosmitą. Takich scenek było kilka. Film ogólnie może być, ogląda się przyjemnie, nie przynudza, ale nie powala na kolana. |
No bo to obcy i film saj-faj, czasem tak trzeba. Taki urok tego gatunku.
|
Cytat:
Bez urazy ale ten film to zrobiona na szybko sraka dla wyciśnięcia kasy z ludzi którzy są fanami filmu z 1982 roku. Sprytne studio stwierdziło, że skoro w dzisiejszych czasach ludzie rzygają już remakami to zrobią z tego prequel. Z tego taki prequel jak ze mnie katolik. Niby jestem ale w kościele czy modlącego się mnie nie zobaczysz. Po kolei... 1. Dla Ciebie rewelacja - ok, szanuję. Naszło Cię na odświeżenie filmu z 1982 roku. Bardzo dobrze, polecam. Już w ogóle najlepiej obejrzeć jeden po drugim i poczuć różnicę. 2. Trzyma poziom wielkiego poprzednika - otóż nie, nie trzyma. Dla ogólnego rozstrzygnięcia tej kwestii wystarczy podać oceny obu filmów na Rotten Tomatoes (78:35) lub IMDB (8,2-6,4). Szczegóły dalej. 3. Dzisiejsze efekty z najwyższej półki? Bardziej jak efekty z 1995 roku z filmu The Langoliers (tak, kolejna "świetna" ekranizacja Stephena Kinga). http://lovingmovies.free.fr/photos/l...liers%2008.JPG Potwór w wersji z 2011 roku wygląda jakby został zrobiony przez jakiś znudzonych studentów na zajęciach z grafiki komputerowej. Z grubsza dwie rzeczy świadczą o tym jak ten film źle wygląda. a) W filmach tego typu ZNACZNIE lepiej sprawdzają się praktyczne efekty, są po prostu bardziej obleśne, namacalne, organiczne. Wystarczy popatrzeć na takie filmy jak włśnie The Thing z 1982, Re-Animator z 1985 czy The Fly z 1986. Niestety takie rzeczy kosztują i musi się chcieć ruszyć dupę żeby je zorganizować. Różnica w filmach tego typu między CGI a prawdziwymi efektami jest tak dobitna jak w starych Star Warsach a nowych. Wszystko wygląda sztucznie co nie pozwala wczuć się w klimat filmu. b) Nawet jeżeli ktoś już stawia na CGI i wie, że nie ma tak zdolnego zespołu grafików, nie może poświęcić tyle czasu i nie ma tyle budżetu co The Lord of the Rings to powinien zachować atmosferę z lat osiemdziesiątych. Złe oświetlenie, dym, prawdziwe "brudne" lokacje. Przez to, że nikt o to nie zadbał można zobaczyć kosmitę w całej jego okazałości co działa na niekorzyść filmu ponieważ widać wtedy jak na dłoni, że jest to fake i tak naprawdę wcale fizycznie tego potwora tam nie ma. To czuć i to bardzo w tym przypadku. Dodam jeszcze, że Carpenter kręcił swój film w fatalnych warunkach w terenie. Kiedy widzimy Kurta Russela odmrażającego swoje dupsko na śniegu to faktycznie wierzymy, że on jest w miejscu gdzie jest kosmicznie (heh) zimno i sobie tę dupę autentycznie odmraża. W tym filmie wszyscy latają w kurteczkach jak na stoku narciarskim. W nowej wersji wyraźnie czuć, że aktorzy większość czasu spędzili w komfortowych warunkach na planie. Kolejne wytrącenie widza z autentyczności filmu. Fabuła... jak już wspomniałem, producenci mogą sobie mówić co chcą. Dla mnie to remake pod płaszczykiem prequela. Wszystko się powtarza a to co się nie powtarza jest zrobione znacznie gorzej. U Carpentera panowała atmosfera niepewności a stwór atakował wtedy gdy sam został przyciśnięty do muru. W nowym filmie - jak już Xirios wspomniała - potwór odstawia już na starcie parkoura, atakuje w zupełnie bezsensowny sposób i w niewłaściwych momentach. Ze stalkera stał się killerem... ups! Przepraszam! Z killera stał się stalkerem. :p Co do ciągłości fabuły... nie wiedziałem czy mam walnąć ze śmiechu czy się rozpłakać kiedy scenarzysta/reżyser na siłę próbował powiązać różne elementy z norweskiej bazy w tym filmie z początkiem filmu Carpentera. Chodzi mi o motyw ze sklejonymi twarzami czy z siekierą w drzwiach. Widać i tak nie miał siły albo cierpliwości (a może miał to po prostu w dupie) do pokazania skąd się wziął gość siedzący w fotelu z pociętymi rękoma i zamarzniętymi strugami krwi. Dlaczego Norwegowie pierwsze co zrobili to skontaktowali się z amerykańską panią paleontolog? Nie maja u siebie w kraju? Nie chcieli najpierw powiadomić swojego wojska? Dobry pretekst, żeby film był po angielsku. Statek którym przyleciał kosmita działa... Skoro działa to dlaczego nim nie wystartował? Po co w ogóle wychodził na zewnątrz i zamarzał? Dlaczego musiał budować nowy pojazd w bazie amerykańskiej w wersji z 1982 roku? Główna bohaterka wspomina, że nieopodal jest rosyjska stacja badawcza gdzie jak mniemam udała się tuż po zakończeniu filmu. Dziwnym trafem Amerykanie nic a nic o tym nie wspominają w filmie Carpentera. Ech... ten film to KUPA. Można go raz zobaczyć z ciekawości, żeby się przekonać jak jeden reżyser potrafi z pewnego materiału zrobić wręcz cudo a jak ten sam materiał w rękach innego gościa może zostać przedstawiony jako dno z toną mułu. 3/10 - nie 2 za to, że nie wzięli jakiejś malowanej lali tylko Winstead. Dziękuję, dobranoc. PS: Nie twierdzę, że The Thing z 1982 nie ma wad. Jednak jeżeli ktoś ma pewien bardzo dobry wzorzec i kopiuje go z tak mizernym efektem to za przeproszeniem... niech wypierdala. |
Jak komu się znudziły efekty specjalne i zbędne akcja polecam Sunset Limited
http://www.filmweb.pl/film/Sunset+Limited-2011-558807 sama treść. /a i nie czytajcie komentarzy na filmwebie zazwyczaj to są jakieś bzdury (opinie innych) co nie jak się maja do twojej własnej opinii :) Polecam wypić z 2 piwa :D |
@Turtlex
Ja może nie jestem aż tak krytyczny, ale generalnie dobrze pocisnąłeś. Nie ma opcji, żeby nowy The Thing dorastał do tego z 1982 roku. |
Ja się w ogóle dziwie ze porównujecie te 2 filmy :d nic nie zastąpi KLIMATEM 1 :> Turtlex 5, ja zawsze mam zbyt lenia żeby się rozpisywać :D
|
Byłem na Sherlocku Holmsie i się zawiodłem na całej lini - moja ocena 5.5/10, mimo iż jedynkę oceniam na 8.5/10.
uwaga spoilery Minusy : 1. Przesadne pójście w kierunku efektów specjalnych i taniego efekciarstwa (zrobili z filmu detektywistycznego sensację końca 20 wieku ;<) 2. Dwa razy za dużo armat i pięć razy za dużo strzałów, do tego CKMy w pociągu i RKMy w 20 wieku -.- 3. Za dużo slow motion i dziwnych dźwięków 4. Dialogi, które w jedynce były rewelacyjnie i tworzyły niepowtarzalny klimat w dwójce są już niestety sztuką dla sztuki i momentami niestety zajeżdżały bufonadą 5. Brak jakiejkolwiek tajemnicy czy złożonej intrygi w Sherlocku Holmsie (?! WTF?!) 6. Fabuła bez żadnych specjalnych zwrotów, przewidywalna i prostolinijna, dodatkowo twórcy starali się ją 'skomplikować' na siłę, np. nie wyjaśniając czemu i gdzie co i jak, co momentami wprawiało człowieka w chwilowe zakłopotanie, ale wcale nie sprawiało, że sama intryga była zawiła (np. SH brał notkę, której treści nie ujawniano i gdzieś szedł a potem wyjaśniano bądź pozwalano się człowiekowi domyślić, że szedł tam gdzie wskazywała notka). 7. Nielogiczne sceny - np. ta w której gość daje Sherlockowi do ręki pistolet i pozwala mu go naładować i dopiero podnosi swój i każe mu go odłożyć (WTF?) 8. Sherlock karateka - w jedynce jeden zbir mógł go poskładać a w dwójce czterech to pikuś... 9. Szybko usunięta z planu postać Inez, której dialogi i perypetie z SH były wg mnie ważnym elementem sukcesu jedynki. Plusy : 1. Rewelacyjny Robert Downey Jr., i to w sukience! 2. Równie rewelacyjny Jude Law. 3. Świetny Stephen Fry 4. Humor i mimo wszystko klimat 5. Zdjęcia Szkoda, że takiej zajebistej ekipie aktorów dali taki gówniany scenariusz ;(((((((((((((( Mógł to być genialny film. |
Spoilery
Cytat:
Filmu z 1982 roku nie pamiętam zupełnie. Trzeba będzie go również obejrzeć. Mam nadzieję, że fabuła nie będzie tak słaba, jak w "Coś" z 2011 (nie poznajemy prawie wcale załogi, wszyscy giną, a "Ripley" oczywiście przeżywa. Ciągle ten sam nieśmiertelny schemat). Cytat:
|
| Czas podawany jest w GMT +2. Teraz jest 11:10. |
Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.