unreal.pl

unreal.pl (https://forum.unreal.pl/index.php)
-   LOL !!! (https://forum.unreal.pl/forumdisplay.php?f=53)
-   -   Kormorany, rozdział 6 (https://forum.unreal.pl/showthread.php?t=23452)

Cang 04-03-2005 01:58

Kormorany, rozdział 6
 
Kormorany

Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5

Rozdział 6

Przez jakiś czas miotał się po okolicznych ścieżkach próbując znaleźć jakieś wyjście z lasu. Ale najwyraźniej nie miał do tego talentu. Więc kiedy już zrobiła się regularna, i do tego zimna noc, usiadł bezradnie na kępce mchu. W perspektywie miał nocleg na niegościnnym, wilgotnym i zimnym łonie natury. Czarek nie miał pojęcia jak rozpalić ognisko gołymi rękami, a na budowę szałasu był zbyt leniwy. Z braku bardziej konstruktywnych pomysłów zaczął więc użalać się nad sobą, klnąc przy tym bardzo nieładnie.
I kiedy pomału kończył mu się zapas przekleństw i zwrotów powszechnie uważanych za obraźliwe, dostrzegł wśród pobliskiego drzewostanu kilkanaście dorodnych zagonów kartofli. Uznał je za dzikorosnące i radosnym krokiem ruszył w ich stronę, pewien, że tej nocy nie zmarźnie. Ale kiedy już prawie rzucał swoje ulubione zaklęcie, dotarła do niego tragiczna prawda. Nie miał żadnego naczynka.
W ramach dawania upustu bezradnej wściekłości dotkliwie skopał pierwszą napotkaną sosnę. I kiedy zwijał się z bólu dostrzegł w lesie coś, co znów napełniło go nadzieją. Oto nocny spacer po lesie realizował Stwórca. Nadchodził ścieżką i na szczęście na niczym nie grał.
- Witaj! - krzyknął Czarek radośnie kuśtykając w stronę Stwórcy.
Stwórca, gdy tylko zauważył Czarownika, który cieszy się na jego widok, nabrał podejrzliwości.
- O co chodzi? - zapytał ostrożnie.
- Jak się cieszę, że cię widzę!
W tym momencie Stwórca był już jedną wielką kupą podejrzeń.
- Masz jeszcze ten kubek, co mi go ostatnio pokazywałeś?
- Mam, a co?
- To dawaj.
- Chciałeś zapewne powiedzieć dawaj proszę.
- Tak właśnie chciałem powiedzieć, ale bardzo mi się spieszy.
- Aha. To masz.
Czarownik bardzo szybkim ruchem zabrał kubek z rąk Stwórcy i odkuśtykał w stronę dzikiego kartofliska. Po chwili było mu już znacznie cieplej.
- Mogę już odzyskać swój kubek? - zapytał Stwórca uprzejmie, - chciałbym kontynuować spacer.
Czarownik błyskawicznie przeanalizował wszystkie za i kilka przeciw. Jednak cokolwiek by mu się miało przydarzyć, nie było tak straszne jak utrata kubeczka. Był pewien, że kubeczek jest mu potrzebny do przetrwania. Znał tylko dwa sposoby, żeby go zatrzymać. Pierwszy sposób nie wchodził w grę z uwagi na nieśmiertelność właściciela kubeczka.
- Może po maluchu? - zaproponował więc Czarownik.

Tymczasem w Grodzie panowała nocna cisza. Większość populacji spała sprawiedliwym snem. Nieliczni nie spali. Jednym z nich był Rychu, który nerwowo chodził po pokoju Czarka, niecierpliwie czekając na wspólnika. Miał dobry dzień, sprzedał cały poranny przerób kartofli, i późnym popołudniem ruszył do karczmy Nogafki, by uczciwie rozliczyć się ze swoim wspólnikiem. Ale go nie zastał. Pytał, groził, korumpował, ale nikt nie znał miejsca pobytu Czarka. W miarę upływu czasu był coraz bardziej nerwowy. Czarek był mu potrzebny. Wielu klientów, wiele zamówień, żadnych zapasów.
Co chwilę spoglądał przez okno w nadziei, że dostrzeże Czarownika powracającego do swojego pokoju. Ale ulica przed karczmą była pusta, nie licząc kilku centaurów, które rankiem przybyły do grodu porzuciwszy leśne życie, by założyć Grodzkie Przedsiębiorstwo Taksówkowe, a teraz czekały sennie w nadziei na jakiś nocny kurs.
- Co robić, co robić... - mruczał Rychu. - Gdzie się podział ten cholerny Czarownik?
Nagle przestał mruczeć, a jego dolna szczęka wolno zaczęła opadać w kierunku podłogi. Była to reakcja na widok za oknem.
Za oknem rozpościerało się nocne gwiaździste niebo w kolorze bardzo czarnym. A na nim mieniła się barwnie tęcza.

- Piękna! - zachwycił się Czarek. - To ci wyszło, serio, takie ten...kolorowe takie!
- Nooo - wybełkotał Stwórca, który siedział oparty o piramidę z czerwonego marmuru, bo nie mógł już ustać o własnych siłach. Piramida stała tu od kilku chwil. Dokładnie od chwili, gdy Czarek powiedział "nie chcę cię podpuszczać, ale nie umiesz zrobić takiej czerwonej piramidy, żeby wystawała nad tą sosnę".
- Ty, a umiesz zrobić takiego pomarańczowego...
- Och, daj sobie spokój...
- Cha! Więc nie umiesz!
- Co, ja nie umiem? Wszystko umiem! A... co to niby miało być?
- Zapomniałem.
Coś pomarańczowego mówiłeś... chyba...
- Nienawidzę pomarańczowego!
- Może być żółte.
- Niech ci będzie żółte, dawaj.
- Ale co?
- Przecież mówię że zapomniałem, kurde.
- Mam cię dość.
- No to chce żółtego kormorana.
- Nie ma żółtych kormoranów!
- Nie umiesz?
Okoliczna fauna wzbogaciła się o żółtego kormorana.
- Umiem.
- No dobra, ale wiesz co, nie chce cię podpuszczać, ale na pewno nie umiesz...

Rychu pozbierał się z szoku po kilkunastu minutach. W odróżnieniu od kormoranów w dowolnym kolorze, był inteligentnym gościem. Może dlatego, że nie jadł ryb. W każdym razie potrafił kojarzyć fakty. W mgnieniu oka dopadł pierwszego centaura.
- Dawaj w stronę tej tęczy! - ryknął wdrapując się na grzbiet taksówki.
- Nocna taryfa - ostrzegł centaur.
- Jedź pan już!
Szybkim kłusem dopadli lasu i wjechali między drzewa. Wokół nich kręciły się robaczki świętojańskie świecące się wszystkimi znanymi kolorami. Świeciły mocno oświetlając dziwne monumentalne budowle, których z całą pewnością nie było jeszcze wczoraj. W krzakach kryły się zwierzęta gatunków dotąd nieznanych, z reguły w jakichś jaskrawych kolorach. Nad lasem co jakiś czas pojawiały się dziwne światła, którym towarzyszyły jeszcze dziwniejsze odgłosy.
Rychu, pełen najgorszych obaw wciąż poganiał centaura.

- A umiesz ziemniaki?
- A w jakim kolorze?
- W... zwykłym, ziemniaczanym znaczy się.
- Eeee - skrzywił się Stwórca, - czemu takie banalne?
- Bo się skończyły.
- Faktycznie - przyznał Stwórca, gdy przyjrzał się zdewastowanym i wyeksploatowanym do cna grządkom, - się skończyły.
- No to do roboty!
- Nie, nie wolno mieszać w tych, no, naturalnych stosunkach rolnych bo... bo nie wolno.
- Ty, no skup się, nie mamy ziemniaków!
- To spadamy.
- Nie chce spadamy! Chcę ziemniaków! - protestował Czarownik.
- Ty, chodź już lepiej, bo o świcie przyjdzie meliorantka podlać swój ogródek i da nam, to znaczy da tobie popalić...
- Jaki ogródek, o czym ty mówisz?
- A co, myślałeś że jak, że takie dzikie jakieś te ziemniaki? Widziałeś gdzieś dzikie kartofle?
- Czemu nic nie powiedziałeś?
- Nie pytałeś.
- Więcej z tobą nie pije!
- No co ty...

Kiedy mijali dwumetrową fluorescencyjną stokrotkę, centaur nie wytrzymał i powiedział, że dalej nie jedzie, więc z bólem serca Rychu potroił taryfę. Jako faceta, który umiał liczyć, bolało go to bardzo, ale nie mógł sobie pozwolić na utratę czarownika. To oznaczało by utopienie całej gotówki zainwestowanej w sieć sprzedaży i grunty rolne.
Wreszcie go znalazł. Był cały i w pewnym sensie zdrowy. W duecie ze Stwórcą śpiewał folkową przyśpiewkę. Obaj strasznie fałszowali i wionęło od nich tym, czym Rychu handlował.
- Podwieźć was? - zapytał.
- Ty patrz, mój wspólnik. - Czarownik natychmiast się wzruszył i zaczął łkać. - Przyjechał po mnie, przez ciemną noc i las, widziałeś? Martwił się o mnie, buuuu.... jakie to wzruszające.
- Buuuuu.... - okazało się że Stwórcy nie są obce uczucia śmiertelników.
- To jak, jedziecie? Proszę was, jedźcie ze mną.
- Buuuuuu... - rozpłakał się Czarek wzruszony jeszcze bardziej.
- Buuuuuu... - zawtórował Stwórca.
- Buuuuuu... - ryknął Rychu z bezsilności.
- A licznik bije... - powiedział centaur, który był sknerą i którego nic nie wzruszało.
Oburzony tym ewidentnym przejawem bezduszności Stwórca jednym gestem zamienił centaura w kormorana.
- Eeee... czemu nie pomarańczowy? - zaprotestował natychmiast Czarek.
- Buuuuu... - ryknął Rychu mający w perspektywie długi pieszy marsz przez las z dwoma typami, którzy na pewno mu tej wycieczki nie ułatwią.
- Przepraszam - Stwórca postanowił się bronić. - Mówiłeś, że nie lubisz pomarańczowego.
- A no tak, zapomniałem kurde bo... bo mnie wspólnik wzruszył. Buuuuu....
- Buuuu... - zawtórował Stwórca.
Rychu stał przy sośnie i walił w nią głową.
- Nie martw się - Stwórca próbował go pocieszyć. - Przy odrobinie szczęścia jutro będzie nowy, lepszy dzień.
Rychu na chwilę przerwał ubijanie drzewa, spojrzał na Stwórcę wzrokiem człowieka obłąkanego, po czym znów zaczął walić głową w sosnę, tylko znacznie szybciej.
- Wiem! - wrzasnął Czarownik bez ostrzeżenia.
- Co znowu? - zaciekawił się Stwórca.
- Przypomniałem sobie co chciałem pomarańczowego!
- Nienawidzisz pomarańczowego.
- Nie?
- Nie!
- Szkoda, kurde, mogło być tak fajnie, buuuuu...
- Buuuuu...
W tym momencie Rychu mógłby już ubiegać się o patent szybkoobrotowego dzięcioła.
- Zabiję was - syknęła Rusałka Meliorantka, która z okazji wschodu słońca przyszła podlać ogródek. Ponieważ to co zostało z ogródka nie nadawało się do podlewania, postanowiła dokonać spektakularnego mordu.
- Mnie to wisi, ja jestem nieśmiertelny - machnął ręką Stwórca.
- Dobra, pozabijam więc resztę.
- Oszczędź mojego wspólnika - Czarek postanowił wstawić się za Rychem, - to jedyny facet, któremu mój los nie jest obojętny. Zresztą on i tak już długo nie pociągnie.
W tym momencie dręczona przez Rycha sosna poddała się i runęła z trzaskiem.
- Mimo wszystko oszczędź go.
Rusałka dyszała ciężko najwyraźniej szykując się do skoku na Czarownika.
Ale nie skoczyła. W sposób typowy dla swojej rasy ryknęła głośno buuuuu....
- Buuuuu... - nie wytrzymał Czarownik.
- Buuuuu... - rozryczał się Stwórca.
Rychu nerwowo rozglądał się za jakąś solidniejszą sosną, a najchętniej wiekowym dębem.



ciag dalszy nastapi... :)

Xirios 04-03-2005 02:20

No wreszcie 6 część :D
Jutro ją przeczytam, bo późno strasznie,a jutro jeszcze sprawdzian w szkole ;P

FIFAK 04-03-2005 16:03

jeszcze sie wam nie znudzilo?

M@z! 04-03-2005 21:19

Cytat:

FIFAK pisze:
jeszcze sie wam nie znudzilo?

Jeszcze sie nam nie znudzilo :D Fajnie sie to czyta gdy jest sie na fazie :cool:
Czekam z niecierpliwosci na kolejne czesci.

Cang 04-03-2005 21:50

juz 6 rozdzialow minelo, chyba najwyzsza pora na odrobine seksu :D

Xirios 04-03-2005 22:03

Nie, żadnego seksu !! :[
Żadnych wątków miłosnych, ble...
Przydało by się trochę dewastacji, legiony egzekutorów leśnych, chcących opanować świat :D, więcej akcji.
Ale i tak niezłe, i nie nudzi się, bo każda część jest o czymś innym.

Thara 05-03-2005 15:39

heheeh sex moze byc byle nie jakis romans :D jak zawsze czesc kolejna coraz lepsza czekam na nastepna

Cang 05-03-2005 18:24

Xirios, troche zle podchodzisz do tematu (ale tylko troche ;))
Czarek jako swiezo zmaterializowany (do tego na wysokosci ilus tam metrow nad ziemia :o) smiertelnik w blyskawicznym tempie przechodzi przez to, przez co my, normalnie zmaterializowani smiertelnicy, przechodzimy latami
a ze w pierwszej kolejnosci nauczyl sie picia... coz, zycie bywa okrutne :D

z drugiej strony przeciez sama zauwazylas, ze kazda czesc jest o czyms innnym :)

Xirios 05-03-2005 20:36

Za bardzo się przejołeś tym co napisałam chyba ;)
Po prostu nie lubię wątków miłosnych i tym "pokrewnych" spraw. A jak większość zadecyduje i autor, to tak się stanie. Jednostka nie ma wtedy nic do gadania :)
A opowiadania super, niektóre opisy rozkładają na łopatki.

BTW. Kto to tak na prawdę pisze?

Cang 05-03-2005 20:46

nam tylko nick autora -> Ramee
nic wiecej o nim nie wiem i, jakby nie bylo, wrzucam to tu nawet bez jego zgody ;)
ale nie mam jak sie z nim skontaktowac, bo nigdy go nawet nie poznalem, szkoda zas zeby taki towar sie zmarnowal :p

Thara 06-03-2005 12:56

to moze ten Ramee powinien ksiazke wydac z tymi opowiadaniami ... heehe bo to jest pro zajebiste


Czas podawany jest w GMT +2. Teraz jest 06:37.

Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.