unreal.pl

unreal.pl (https://forum.unreal.pl/index.php)
-   Hydepark (https://forum.unreal.pl/forumdisplay.php?f=225)
-   -   Wybory prezydenckie 2005-Przekrety i tricki (https://forum.unreal.pl/showthread.php?t=26428)

afc 15-09-2005 09:04

Cytat:

Kopec][ pisze:
A co on bierze udzial w wyborach czy co ze go tu przywolujesz ^^

Żal mu dupę ściska, że jego umiarkowany komuch wydygał :D:D:D:D:D

:*

nocturne 15-09-2005 10:47

Cytat:

Kopec][ pisze:
A co on bierze udzial w wyborach czy co ze go tu przywolujesz ^^

Napisałem tylko o członku partii PO.
Skoro PO jest dobre to dlaczego ma w swoich szeregach takich ludzi ?
Widać nikt nie jest czysty :-)

AFC : SPIERDALAJ :D
Wole Cimoszewicza od tego zlepka półgłówków.
Człowiek, który ma prezencję,wykształcenie,włada językami obcymi i ma wiedze oraz doświadczenie a nie jak teraz TŁUK, który uczy się pilnie angielskiego :D czy KACZOR :D dajcie spokój.

ps: przez kogo wydygał ?

btw: Olejniczak jest spoko gościu :)

kostek 15-09-2005 11:30

Na kogo by nie zagłosować to pozostanie kac moralny. Wiadmom czemu kandydują, młodzieńcze idee juz im raczej nie przyświecają :) Ja chyba w dzień wyborów rzucę kostką, a jak wypadnie Lepper lub stary Giertych to rzucę jeszcze raz :D

-kosik- 15-09-2005 12:19

ludzie glosujcie na korwina-mikke , koles ma doswiadczenie, ukonczonych kilka kierunkow na UW m.in prawo,filozofie,matematyke, jest to czlowiek imo wart glosu , nie ma on moze super wypasionej kampani prezydenckiej jak tusk i reszta wiec ludzie go moze tak nie widza, poczytajcie na jego www ( yzk podal wczesniej), wg mnie to jedyny godny kandydat, pozdro.

vega 15-09-2005 14:23

afc, wez idz na chate ze swoim TUSKIEM albo innym matolem plz ;> osobiscie po wycofaniu sie Cimoszewicza nie ide do wyborow w ogole, a borowski to najwieksza dupa wolowa z nich wszystkich i sie nie nadaje.

afc 15-09-2005 15:20

Proszę Cię z tym komuchem "pan-popłakał-się" Cimoszewiczem :D nie idź do wyborów :D:D:D:D

zawias 15-09-2005 15:20

Śmieszne są wasze sprzeczki. Jakbyście zobaczyli jak to jest na prawde, jakie są powiązania, prywatne interesy, jak to wszystko wygląda bez ściemy to stracilibyście resztki patriotyzmu... Nie ważne czy tusk, giertych czy cimoszko. Nasz rząd, politycy i wszystkie instytucje są w 100% przegniłe. A całe wybory i to co widać w tv to faktycznie kabaret, baaardzo zakłamany.

// najleprze sa plakaty pierwszego polskiego latynosa, typ ma taką maske i taki wzrok że tylko na buty skurwiela.

YouZacK 15-09-2005 16:24

~Wydruk z N.Dz.
Czyja będzie Polska?
W niezapomniany wieczór 4 czerwca 1992 roku przemawiający w Sejmie obalany właśnie premier Jan Olszewski zadał retoryczne pytanie: "Czyja będzie Polska?". Miał na myśli chyba nie tylko to, jaka siła polityczna stanie na czele państwa, ale również i to, w jaki sposób będą się kształtowały stosunki własnościowe. Wtedy pytanie to pozostało bez odpowiedzi, ponieważ ustanowiony przy Okrągłym Stole establishment polityczny przeżywał ulgę po napięciu, jakie towarzyszyło mu od chwili, gdy 28 maja 1992 r. z inicjatywy posła Unii Polityki Realnej Janusza Korwina-Mikkego Sejm przyjął uchwałę "lustracyjną".

Jednak na tę odpowiedź nie czekaliśmy specjalnie długo. Jeszcze za rządów premier Hanny Suchockiej, "naszej Hani kochanej", rządząca koalicja w zgodzie z opozycją przyjęła ustawę o narodowych funduszach inwestycyjnych i ich prywatyzacji, na podstawie której około czterystu najlepszych przedsiębiorstw państwowych zostało "skomercjalizowanych" czy przekształconych w jednoosobowe spółki Skarbu Państwa, a następnie przekazanych specjalnie utworzonym Narodowym Funduszom Inwestycyjnym. Towarzyszyła temu ogromna kampania propagandowa, której charakterystycznym rysem, co to więcej wyjaśnia, niż mówi, było zaangażowanie znanego satyryka Jacka Fedorowicza. Satyryk stręczący publiczności "prywatyzację" w wykonaniu NFI - to był znak czasu. Przedsiębiorstwa, które nie wzięły udziału w programie NFI, zostały również skomercjalizowane "w celu innym niż prywatyzacja". W jakim? Tego dowiedzieliśmy się już wkrótce.

Pierwszy etap zawłaszczania
Już wkrótce upadł bowiem rząd "naszej kochanej", a władzę przejęła koalicja SLD - PSL, której od samego początku opozycja zaczęła zarzucać "zawłaszczanie państwa". Chodziło o obsadzanie członkami swego politycznego zaplecza zarządów i rad nadzorczych skomercjalizowanych właśnie spółek, a także tworzenie pozabudżetowych funduszy i agencji, które również obsadzali dygnitarze z klucza politycznego. To był właśnie ten cel "inny niż prywatyzacja". Temu procesowi towarzyszyło narastanie reglamentacji w gospodarce. O ile na podstawie ustawy z 1989 roku o działalności gospodarczej reglamentacji poddanych było około osiemnastu branż - np. obrót bronią i amunicją, obrót lekarstwami czy obrót wódką i spirytusem, o tyle poczynając od roku 1993, reglamentacja narasta w sposób lawinowy. Towarzyszy temu rozrost biurokracji. O ile w roku 1990 w administracji centralnej zatrudnionych było ok. 45 tys. urzędników, o tyle w roku 1995 - już 112 tysięcy. Jak na ironię, temu procesowi przywracania socjalizmu w gospodarce towarzyszyła retoryka wolnorynkowa, która wielu ludzi dezorientuje aż do dziś, wskutek czego sądzą oni zupełnie szczerze, że przyczyną wszystkich kłopotów i patologii gospodarczych jest "liberalizm". Tymczasem właściwie od roku 1991 mamy w Polsce do czynienia z odchodzeniem od jakichkolwiek zasad liberalnych w gospodarce ku socjalizmowi, a w najlepszym razie ku etatyzmowi, bo tylko on umożliwia "klasie próżniaczej" pasożytowanie na państwie, gospodarce i współobywatelach. Jedną z form tego pasożytnictwa, która w tych właśnie latach niebywale się rozwinęła, była korupcja, bazująca właśnie na narastającej reglamentacji.

Zawłaszczenia etap drugi
Akcja Wyborcza Solidarność, która w 1997 roku wraz z Unią Wolności utworzyła koalicję rządową, stanęła przed wyzwaniem uzyskania ekonomicznej zdolności do konfrontowania się z SLD, który ulokował swoje zaplecze polityczne w "niszach ekologicznych" sektora publicznego, niewrażliwych nawet na zmianę rządu. Ponieważ państwo zostało zawłaszczone w całości, wolnych nisz ekologicznych dla nowego zaplecza już nie było, zatem trzeba było utworzyć nowe. Ta potrzeba zrodziła cztery wiekopomne reformy rządu premiera Buzka, których wspólnym mianownikiem było skokowe zwiększenie liczby dobrze płatnych stanowisk w sektorze publicznym. Naturalnie sektor publiczny wskutek tego musiał gwałtownie się rozrosnąć, a temu rozrostowi towarzyszył wzrost kosztów funkcjonowania państwa.
Oczywiście biurokracja musiała jakoś usprawiedliwić swoje istnienie i czyniła to kosztem zwiększania zakresu reglamentacji w gospodarce. Dziesięć lat po uchwaleniu ustawy o działalności gospodarczej, tzn. w roku 1999, koncesje, licencje, zezwolenia i pozwolenia obowiązywały już w dwustu dwóch obszarach gospodarki. Pod osłoną retoryki wolnorynkowej socjalizm biurokratyczny został przywrócony, a korupcja przestała być patologicznym marginesem, stając się zasadniczym sposobem rządzenia państwem.

Odrzucając pozory
Klęska wyborcza AWS w roku 2001 stworzyła warunki powrotu do władzy dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej, któremu wydawało się, że ten fart będzie trwał jeśli nie wiecznie, to w każdym razie długo. Dlatego w zawłaszczaniu państwa odrzucono wszelkie pozory przyzwoitości, a znakomitym tego przykładem są choćby reformy w sektorze ochrony zdrowia. Ponieważ rząd nie mógł pousuwać szefów i funkcjonariuszy kas chorych z nadania AWS - UW, minister Łapiński postanowił je rozpędzić, czyli "zreorganizować", tworząc Narodowy Fundusz Zdrowia, obsadzony już jak się należy. Obsługa pacjentów gwałtownie się pogorszyła, przy jednoczesnym narastaniu zadłużenia sektora ochrony zdrowia. Tym jednak nikt specjalnie się nie przejmował, bo zasadniczy cel "reorganizacji" został już spełniony. Ale odrzucenie pozorów w połączeniu z kuracją przeczyszczającą, którą Polsce zaaplikowały Niemcy, i walką tajnych służb, przewerbowujących się w związku z przyłączeniem Polski do Unii Europejskiej, pozwoliło na przyłapanie aferzystów na gorącym uczynku. Dzięki pracy kolejnych komisji śledczych opinia publiczna zaczęła poznawać fragmenty mechanizmu zawłaszczania państwa, co może stwarzać szansę powrotu do normalności.

Jakie remedium?
Starałem się pokazać, że dotychczasowa praktyka polegała na opanowywaniu przez zaplecza polityczne rządzących partii kolejnych fragmentów sektora publicznego albo na powiększaniu go o kolejne segmenty, które można by później uczynić żerowiskiem dla swojej politycznej klienteli. Jeśli zatem chcemy położyć temu kres, a przynajmniej znacznie ograniczyć to pasożytnictwo, które osłabia i gospodarkę, i państwo, musimy zmniejszyć sektor publiczny. W przeciwnym razie żadne rotacyjne zastępowanie jednych ekip przez drugie niczego w sposób zasadniczy nie zmieni.
Krótko mówiąc, nasze wysiłki powinny iść przede wszystkim w kierunku usuwania okazji, a nawet pokus do kradzieży i korupcji, a mniej w kierunku mszczenia się na złodziejach i łapownikach. Oczywiście trzeba pociągać ich do odpowiedzialności, ale to nie jest remedium, bo w istniejących warunkach na ich miejsce przyjdą inni. Jeśli natomiast usuniemy okazję, to zniknie pretekst do korupcji i przynajmniej w tym miejscu może ona zaniknąć. Dla przykładu: obrót paliwami uważany jest za działalność intratną i podlega ścisłej reglamentacji w postaci koncesjonowania. Kto dostał koncesję, temu wolno "robić w paliwach", a kto nie - temu zasię. Urzędnik, dając koncesję, obdarza zatem konkretnego człowieka przywilejem wielkiej materialnej wartości. Czy da koncesję temu, czy tamtemu, czy wreszcie nie da nikomu - jego pensja będzie cały czas taka sama. Dlaczego zatem ma rozdawać te przywileje za darmo? Otóż prawo nie może być tworzone z założeniem, że ludzie będą uczciwi, bo ludzie bywają też nieuczciwi. Prawo nie powinno zatem mnożyć pokus i okazji do grzechu. Gdyby więc zlikwidować koncesjonowanie obrotu paliwami, nie byłoby powodu do wręczania łapówek, ba - nie byłoby komu tych łapówek wręczać, bo stanowisko urzędnika rozdającego koncesje musiałoby zostać zlikwidowane. W ten oto sposób rozmiary korupcji zaczęłyby się zmniejszać, podobnie jak liczba urzędów i urzędników. Pozwoliłoby to obniżyć podatki i zracjonalizować wiele wydatków państwowych, gospodarka zaś, uwolniona od biurokratycznego gorsetu, mogłaby wreszcie złapać oddech.
Zatem w istocie rzeczy problem sprowadza się do tego, czyj interes uznamy za ważniejszy: czy interes obywateli, gospodarki i państwa, czy interes naszych okupantów, pasożytujących na nas, gospodarce i państwie. Nasi okupanci próbują oczywiście przytłaczać nas swoimi autorytetami, dowodząc, że pewnych rzeczy zrobić "nie można". Łatwo jednak zauważyć, że ta rzekoma "niemożność" bierze się wyłącznie lub prawie wyłącznie stąd, że zagrażałaby interesom naszej "szlachty". Zatem albo będziemy kierować się interesami "szlachty", albo interesem własnym i interesem państwa. Oto przykład: mówi się, że Polski nie stać na budowę dróg i autostrad, bo średni koszt budowy kilometra autostrady wynosi 5 mln euro. Tymczasem Polska płaci rocznie 11 mld zł tytułem składki członkowskiej do Unii Europejskiej. Za tę sumę można by wybudować 500 km autostrad rocznie. Pokazuje to, jak duże są możliwości zracjonalizowania wydatków państwowych, jeśli zaczniemy kierować się rzeczywistym interesem kraju, a nie interesem naszych okupantów.
Stanisław Michalkiewicz




Podpowiedziec wam, kto zmniejszy liczbe URZEDASOW, czy juz wiecie?

zawias 15-09-2005 16:57

podpowiedz... mi sie zdaje że nikt :P

YooDash 15-09-2005 16:58

Cytat:

nocturne pisze:
Wole Cimoszewicza od tego zlepka półgłówków.
Człowiek, który ma prezencję,wykształcenie,włada językami obcymi


hahahahah Chyba jezykiem rosyjskim opanowanym do perfekcji za czasow komuny i wyjazdach partyjnych:D


afc ty lepiej glosuj na tuska bo jak kaczynski bedzie to zapomnij ze zgodnie z prawem wyjdziesz na ulice w swoim wypasionym rozowym futerku:D:D:D:D


Czas podawany jest w GMT +2. Teraz jest 12:20.

Powered by vBulletin® Version 3.8.2
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.