Jak ktos za czasow swojej mlodosci badz pozniej jaral sie filmami 'Monty Phytona' to musi kojarzyc slynna w sumie scene, w ktorej slowo SPAM odgrywa znaczaca role i jest powtarzane wielokrotnie : )
edit: jak bylem w anglii to kupilem sobie kiedys jakas polska mielonke-konserwe 'Golonke' - angol sie mnie pyta co bede jadl, no to ja mu wyklad ze golonka jest kozakiem, ze to jest tak pyszne ze jakby sprobowal to by w zyciu juz nic innego nie zjadl, nawet Placka Pasterza (Shepherd's Pie) i ze jego wstretny, angielski jezyk wreszcie doznalby smaku nieba i ogolnie ze w anglii gowno wiedza o jedzeniu i ze nawet wlasnej kuchni i potraw nie maja, poza ryba z frytkami i ziemniakami z serem zoltym.
A on na to: - Daj sprobowac!
No to mu dalem, juz sie pompujac w myslach ze prawdziwej golonki bym mu tak latwo nie odstapil : )
Wzial duzy kawalek, zaczal go polykac z apetytem, po czym czesc wyplul ze slowami 'Jake, you fucking cunt - it's spam!' no i smialismy sie dobre 10minut. Potem przez pare dni wynajdywalismy sobie rozne swinstwa do probowania nawzajem, ale szybko stwierdzilismy ze to zupelnie glupie i niezdrowe.
Pozniej jednak, gdy mieszkalem w kamienicy nad pubem tak sie zlozylo, ze kucharka byla polka (w anglii wiekszosc pubow serwuje jedzenie) - wspaniale rzeczy tworzyla w kuchni bez nutki przeklamania. Bylismy w dobrych stosunkach (nigdy nie kloce z wladca kuchni : P) i poprosilem ja kiedys o przyrzadzenie golonki, poniewaz przypadkiem w rozmowie wyszlo ze ona wie gdzie kupic.
Zaprosilem wtedy na prawdziwa golonke wyzej wspomnianego angola - tluszczyk byl chrupiacy, angol wniebowziety i nawet tą paskudna, angielska, skoncentrowana musztarde odstawil i zajadal moja : )
Nie wiem, po co to tutaj opowiadam. Tak mi sie przypomnialo, to napisalem. Ogolnie angole i jedzenie to temat rzeka...
|